O autorze
Jestem ambasadorem marek whisky, blogerem i pisarzem wyskokowym, krytykiem starzonych destylatów i piwa, doradcą public relations. Piszę o tym, co z ziarna, czasami o tym co z trzciny cukrowej ale nigdy o tym co z winogron. Podczas studiów w Edynburgu wpadłem w szpony szkockiej whisky i tak już zostało. Najpierw była praca w Scotch Whisky Heritage Centre, potem założyłem Edinburgh Whisky Blog który jest dziś uważany za najbardziej wpływowy blog o whisky w Wielkiej Brytanii. Jestem współautorem "1001 Whiskies You Must Try Before You Die" i członkiem jury w konkursie World Whiskies Awards. Sporo ostatnio podróżuję, prowadzę degustacje i szkolenia, odwiedzam destylarnie i browary, włóczę się po najlepszych barach na świecie. Słowem – ciężko pracuję. Mieszkam w Szkocji.

Kto stracił najwięcej na głupocie Belvedere? Zgadnijcie...

Polska nieczęsto jest w centum uwagi w związku z luksusowymi alkoholami. Zbieg okoliczności chciał jednak, że w ostatnich miesiącach było o nas w tym kontekście głośno dwa razy. Raz z powodu gwałtu i raz z powodu whisky, która nie służy do picia. Oba przypadki są nieco dziwne. O tym pierwszym poniżej, o tym drugim niedługo.

Znacie wódkę Belvedere? No pewnie, że znacie. Efektowna butelka, wysoka cena, dobra jakość. Chyba jedyny polski produkt regularnie lokowany w populatnych amerykańskich filmach i serialach. Marka jest częścią dużej francuskiej grupy Louis Vuitton Moët Hennessy. Pod koniec marca tej świetnie jak dotąd radzącej sobie wódce przytrafiło się coś przedziwnego, niespodziewanego, kosmicznego. Opublikowali na swojej stronie na Facebooku, którą lubi ponad 900 tysięcy osób, i Twitterze to zdjęcie przerażonej kobiety, którą łapie od tyłu wyszczerzony mężczyzna. Slogan? “Unlike some people, Belvedere always goes down smoothly”. Ci z was, którzy znają angielski od razu dostrzegają ogrom głupoty. Próba tłumaczenia nic tu nie da bo chodzi o grę słów ale polska wersja mogłaby brzmieć “Przynajmniej Belvedere zawsze wchodzi gładko”.

Co dokładnie chodziło po głowie osobie, która wymyśliła to w swoim paryskim lub nowojorskim biurze? Miał to być viral? Miało być śmiesznie? Pomyślmy. Taki żart jest nie do zaakceptowania w jakiejkolwiek sytuacji choć pewnie mała marka akcesoriów samochodowych jakoś by przemknęła z tym pod radarem. Ale dlaczego nie zapaliła się nikomu żarówka, że z wszystkich grup zawodowych pod słońcem producenci alkoholu są bezapelacyjnie najmniej uprawnieni do tego, żeby żartować z gwałtów? Nie wiadomo. Jedno jest pewne, rozpętała się burza. Sytuację skomentowali nie tylko dziennikarze i blogerzy branżowi ale też takie szanowane tytuły jak The Guardian, Forbes czy The Economist. Poświęciły tej historii czas antenowy największe amerykańskie kanały informacyjne... nie muszę też chyba dodawać, że użytkownicy FB i Twittera nadziali Belvedere na pal, obdarli ze skóry i podpalili.

Tylko w Polsce właściwie była cisza. Ku mojemu zdziwieniu większość portali informacyjnych ledwie się o tym zająknęła lub potraktowała to w kategoriach ciekawostki – Agora na przykład umieściła wzmiankę o tym w serwisie deser.pl. No deser jak nie wiem. To podejście dziwi dlatego, że to chyba właśnie my, Polacy, straciliśmy na całej historii najwięcej. Każda butelka wódki Belvedere ma dumnie wybite na froncie miejsce produkcji – Poland. I nikogo nie obchodzi do kogo marka należy i przez kogo jest zarządzana. PR-owe katastrofy rządzą się swoimi prawami; zanim ktokolwiek zdąży cokolwiek wytłumaczyć, jest już zazwyczaj po ptakach.

Brak mi w sumie słów, żeby wyrazić jaki byłem początkowo wściekły na LVMH, knułem plan obsmarowania ich wszystkimi dostępnymi mi kanałami. W tym czasie oni oczywiście ładnie przeprosili, kogoś zwolnili, przekazali okrągłą sumę organizacji walczącej z przemocą seksualną. Ale udobruchało mnie dopiero to, jak zobaczyłem jak głupio było znajomym pracującym dla LVMH w Szkocji (Ardbeg, Glenmorangie), normalnie było im wstyd. Przy piwie można było od nich nieoficjalnie usłyszeć, że głów potoczyło się po paryskim bruku za mało a na czeku ofiarowanym RAINN brakowało przynajmniej jednego zera. I w obliczu tej ich szczerości siłą rzeczy emocje trochę opadły. Nawet największymi firmami zarządzają zwykli ludzie, którzy idą do pracy na dziewiątą, kończą o piątej i czasami popełniają błędy. Ważne jest, żeby błędy naprawiać i ich nie powtarzać. Niesmak pozostanie ale Belvedere musi przeć dalej. Szkoda tylko, że nam znów wiatr w oczy.
Trwa ładowanie komentarzy...