O autorze
Jestem ambasadorem marek whisky, blogerem i pisarzem wyskokowym, krytykiem starzonych destylatów i piwa, doradcą public relations. Piszę o tym, co z ziarna, czasami o tym co z trzciny cukrowej ale nigdy o tym co z winogron. Podczas studiów w Edynburgu wpadłem w szpony szkockiej whisky i tak już zostało. Najpierw była praca w Scotch Whisky Heritage Centre, potem założyłem Edinburgh Whisky Blog który jest dziś uważany za najbardziej wpływowy blog o whisky w Wielkiej Brytanii. Jestem współautorem "1001 Whiskies You Must Try Before You Die" i członkiem jury w konkursie World Whiskies Awards. Sporo ostatnio podróżuję, prowadzę degustacje i szkolenia, odwiedzam destylarnie i browary, włóczę się po najlepszych barach na świecie. Słowem – ciężko pracuję. Mieszkam w Szkocji.

Euro-pomyje

Polska przeżywa największy najazd turystów w swojej historii. Dumny naród pokaże, że po dekadach zdejmowania z nas czerwonym papierem ściernym kolejnych warstw polskości, nadal jesteśmy sobą. I żeby to uczcić wzniesiemy toast plastikowymi kubkami pełnymi cienkiego Carlsberga. No rzygać się chce.

Ale po kolei.

Wyobraźcie sobie dwóch wczesnych przedstawicieli Homo Sapiens, gdzieś na polu przedlodowcowym w Europie Środkowo-Wschodniej kopiących między sobą głowę ubitego Neandertalczyka. Gwarantuję, że reszta grupy przyglądała im się z bezbrzeżną fascynacją popijając z koślawych stągiewek mętny, kwaśny płyn który zdawał się w miarę spożywania zamieniać tę w zasadzie nudną scenę w coś doniosłego.



Teraz przewijamy szybko do przodu o sto tysięcy lat. Piwo towarzyszy nam przy oglądaniu piłki niemal zawsze. W przypadku kibiców zaciekłych podnosi jeszcze bardziej temperaturę, w przypadku kibiców, jak ja, opornych, dostarcza znieczulenia. W przypadku meczów reprezentacji łagodzi też nieco ściskający w dołku żal, który często towarzyszy ostatniemu gwizdkowi. Dodajmy, że często jest to piwo bardzo zwyczajne, co tam mają “na kiju”.

Ale nic to, nic to. Nowy dzień, nowy turniej, nowe nadzieje. Dlaczego więc nie dobre piwo?

A dlatego, że wierchuszka nam nie ufa. Ma nas generalnie za oszołomów, których trzeba prowadzić przez imprezę masową za rękę. Jeden ze sponsorów mistrzostw, Carlsberg, uwarzył więc do stref kibica żółtawego cienkusza o zawartości alkoholu 3,5%. Czy na tym polega specjalność takich imprez? Spodziewać by się raczej można pysznego, pełnokrwistego piwa nawarzonego specjalnie na tę okazję. Czegoś z polskim akcentem. Czegoś takiego, jak robi się w Edynburgu na sierpniowy festiwal czy w Monachium na Oktoberfest. Święto piłki mogło też być małym świętem napoju, który z piłką jest tak mocno związany. Zamiast tego ludzie z całej Europy zostaną w strefach kibica potraktowani gorzej niż na dniu działkowca. I tłumaczenia biura prasowego Carlsberga, że różnicę wyczują tylko koneserzy za nic sobie mam, to są bzdury. Na kim oni ten test przeprowadzali, na sobie?

Na szczęście większość z nas do stref kibica sie nie wybiera. Będziemy oglądać w knajpach albo w domu. Podgrzewajmy się więc i znieczulajmy dobrym piwem podczas tych mistrzostw. Pluńmy gęstą śliną na masówkę, zbojkotujmy Carlsberga i pokażmy środkowy palec UEFA za bycie nudziarzami i pazerami.

Co pić? Kusi oczywiście temat europejski. Wyborne niemieckie i czeskie piwa to u nas już standard ale sięgnąć można też po angielskie i irlandzkie tradycyjne gatunki górnej fermentacji, włoskie lagery czy rosyjskie portery bałtyckie. Jako piwo podstawowe tych mistrzostw, to kupowane na skrzynki a nie butelki, wybierzmy jednak to, które jest warzone najbliżej nas. To dobra zasada, chyba, że akurat mieszkamy pod jakimś molochem.

I jeszcze słowo do Żyskiego:
Gdzie się podzialiście? Piąty stadion? To chyba jakiś głupi żart. Gdzie jest innowacja, gdzie jest radość? Czy naprawdę robienie piwa aż tak was boli? Jesteście żałośni.
Trwa ładowanie komentarzy...