O autorze
Jestem ambasadorem marek whisky, blogerem i pisarzem wyskokowym, krytykiem starzonych destylatów i piwa, doradcą public relations. Piszę o tym, co z ziarna, czasami o tym co z trzciny cukrowej ale nigdy o tym co z winogron. Podczas studiów w Edynburgu wpadłem w szpony szkockiej whisky i tak już zostało. Najpierw była praca w Scotch Whisky Heritage Centre, potem założyłem Edinburgh Whisky Blog który jest dziś uważany za najbardziej wpływowy blog o whisky w Wielkiej Brytanii. Jestem współautorem "1001 Whiskies You Must Try Before You Die" i członkiem jury w konkursie World Whiskies Awards. Sporo ostatnio podróżuję, prowadzę degustacje i szkolenia, odwiedzam destylarnie i browary, włóczę się po najlepszych barach na świecie. Słowem – ciężko pracuję. Mieszkam w Szkocji.

Bułka tarta po 7zł? Hańba, zdrada!

I znów cięgi od szlachetnych Oburzonych zbiera przebrzydły wróg klasowy. Lemingi, lansiarze, bananowa młodzież. Każdy kto ma iPhonea.

Na Facebooku zdjęcie bułki tartej oferowanej przez stołeczne bistro Charlotte, w kontrowersyjnej cenie 7zł, zostało skomentowane jak dotąd prawie dwieście razy. Komentarze nie pozostawiają wątpliwości co do tego, co myślimy o drogim jedzeniu. Dowiedziałem się z nich między innymi, że gdybym kupił rzeczoną paczkę bułki to tylko po to, żeby stała w kuchni i żeby znajomi widzieli gdzie robię zakupy. Miałbym też koniecznie wykonać jej zdjęcie i wstawić na 'fejsa'. No i wizyta w Starbucksie w drodze powrotnej, obowiązek.

Nie razi nas to, że znajomy kupił nowe Audi. Ciężko pracuje, zarabia okej, więc mu się należy. Nie mamy problemu z wydawaniem grubej kasy na egzotyczne wakacje, w końcu ile można dziadować w domku typu Brda nad lodowatym Bałtykiem? Przełkniemy nawet garnitur od Zegny czy zegarek Omegi, to przecież inwestycje na lata. Ale drogiego jedzenia i alkoholu nie wybaczymy. Jeśli wydasz 7zł na półprodukt którego substytut od Aro kosztuje 2zł, jesteś na pewno, bez cienia wątpliwości, moralnym zerem, lemingiem, bezmózgiem. Wyrok wydany, kara wymierzona przez mistrzów ciętej riposty. Jeśli kupisz butelkę whisky za 300zł, jesteś zerem. Jeśli wydasz na kolację ze starymi znajomymi 500zł, jesteś zerem. Jesteś burżujem, lanserem, pozerem, złodziejem. Szlachta z nikim się nie brata. To co jemy i pijemy musi być tanie, należy się tym umartwiać.

A teraz na serio. Nie bronię tej nieszczęsnej bułki tartej. Nie próbowałem, nie mam pojęcia czy jest warta więcej niż ta zwykła z osiedlowej piekarni. Bronię jedyne prawa do tego, żeby jedzenie i alkohol mogły być warte więcej niż ich standardowe odpowiedniki, modele 01. W Polsce rośnie grupa ludzi, którym jedzenie nie jest obojętne i dla których szczytem kulinarnego rzemiosła nie jest schabowy i kiełbasa z grilla. Coraz częściej chcemy raczych szyjek, kapłonów, domowego cydru. Obśmiane w kultowym Kilerze chateaubriand i borowiki z patelni to już nie abstrakcja, czasy się zmieniły. I to nie jest konspiracja mająca na celu pozbawienie ogółu społeczeństwa dostępu do wódki Parkowej i wyrobów czekoladopodobnych. Nie wszyscy jeździmy Polonezami, nie wszyscy mieszkamy w mrówkowcach. Niektórym jest trochę lepiej i nie uważam, że powinni być za to piętnowani. Nie ten system.
Trwa ładowanie komentarzy...